
Charles Stross w Polsce znany jest głównie za sprawą 'Accelerando' wydanego przez MAG w serii Uczta Wyobraźni. Kolejną pozycją tego Brytyjskiego autora, która trafiła na nasz rynek, jest 'Szklany Dom'. Nie da się mówić o 'Szklanym Domu' nie myśląc również o 'Accelerando'. Książki nie są ze sobą bezpośrednio powiązanie, spokojnie można czytać jedną bez znajomości drugiej, ale osoby, które znają 'Accelerando' będą miały dużo lepszą podstawę do zrozumienia świata po akceleracji. Stross, podobnie jak to ma w zwyczaju Jacek Dukaj, rzuca nas na głęboką wodę. Czasem podrzuci jakieś wytłumaczenie, jakiś kawałek informacji, bylebyśmy mogli dryfować dalej.
'Szklany Dom' przenosi nas do XXVII wieku. Świat po akceleracji jest zupełnie inny, niż ten nam znany. Tutaj warto mieć za sobą 'Acclerando', które jest swoistym neuroglejem łączącym nasze czasy – ciemne wieki ze światem ekonomii 2.0, kosmicznych routerów, bramek czasoprzestrzennych i innych elementów składowych obrazu przyszłości wg Strossa. Zapomnijmy o ludziach. Co prawda spora ilość posthumanoidów jest szyta na miarę ortosów – nas, ale mają one inne priorytety, odmienne od naszych podejście do życia i możliwości. Już dawno największą zbrodnią przeciw człowiekowi nie jest morderstwo tylko kradzież tożsamości. Możliwość dokonania backupa swojego wektora stanu pozwala odesłać w zapomnienie obawę śmierci. Chwila bólu, którego i tak nie będzie się pamiętać, odtworzenie wektora i gramy dalej. A to wszystko jest tylko małym wycinkiem pomysłów, przed którymi ustawia nas autor, niczym skazańców przed plutonem egzekucyjnym. Hard sf w Szklanym Domu nie jest stafażem, autor nie przedstawia nam fabuły, która mogłaby obejść się bez tych wszystkich elementów. Hard sf jest immanentną cechą powieści, która warunkuje budowę fabuły i wydarzenia, których będziemy świadkami.
Głównym bohaterem książki jest Robin – aktualnie ortohumanoidalny mężczyzna, który przeszedł właśnie - na prośbę swojego dawnego ja - kasację znacznej części pamięci. Nie wie dlaczego poddał się takiemu zabiegowi, nie wie również czemu wymazał tak dużo. Jedynym, co łączy go ze swoją poprzednią bytnością jest list, z którego i tak nie dowiaduje się zbyt dużo. Praktycznie jedyną informacją jest to, że prawdopodobnie będzie ścigany. Nie wie za co. Może za jakąś zbrodnię? A może za posiadane informacje? Tego nie pamięta. Jednak groźba ataków szybko okazuje się jak najbardziej realna. Bohater zaczyna rozumieć, że jedyną możliwością jest ucieczka. Los uśmiecha się do Robina - dostaje propozycję wzięcia udziału w eksperymencie archeologicznym. Doświadczenie ma polegać na kilkuletniej (w naszej skali czasu) emulacji pierwszych ciemnych wieków. Każdy z uczestników zostaje w pełni odcięty od znanego mu świata i jego udogodnień, otrzymuje zdawkowe informacje oraz system punktacji, który ma pomóc przybliżyć obiekty badań do modelowego człowieka. Dla Robina pełne zanurzenie jest nie tylko świetnym sposobem na ukrycie, ale również na poznanie samego siebie.
Fabuła w 'Szklanym Domu' jest bardzo dobrze skonstruowana, szybka, fascynująca, a przede wszystkim zaskakująca. Stross nie daje nam zbyt dużo czasu na odpoczynek, trybiki w głowie muszą działać gładko, ale za to nie pozwala nam się zgubić.
Odkrywanie prawdziwych motywów stojących za autorami eksperymentu, zdobywanie informacji o tajemniczej Osobliwej Żółcieni, czy samo obserwowanie zachowań postaci wyrwanych ze swojego świata i wtłoczonych do ułomnego modelu jest czystą przyjemnością. Czasem role się odwracają, nie my - czytelnicy jesteśmy zagubionymi dziećmi, które potrzebują przewodnika, tylko bohaterowie. Momentami chciałoby się, by autor położył jeszcze większy nacisk na ten element doświadczenia.
Mam nadzieję, że MAG nie porzuci Strossa i kolejne jego pozycję będą ukazywać się w naszym ojczystym języku. Szkoda tylko, że 'Szklany Dom' nie został wydany w Uczcie Wyobraźni, do której to serii nadawałby się idealnie.